I spokojnego marszu! Pierwszy 11. listopada w naszym europejskim domu, a nie na naszym polskim podwórku. A my nawet flaguni, nawet małego kotylionika nie mamy. Na zdjęciu tradycyjny ufoludek wypiekany w bietigheimskich piekarniach na 11.11. To nie obcy, to wariant św. Marcina. Na zdjęciu jeszcze z nóżkami. Smakuje trochę jak chałka, trochę jak maślany rogalik. Ten jest Patryka, ja swojego zjadłam wczoraj (jestem tym dzieckiem z doświadczenia które zjada pierwszą piankę marshmallow, nie czekając na drugą). Tutaj dziś obchodzi się imieniny św. Marcina wcinając takie właśnie stworki. Myślę, że poznańskie rogale pieczone na tę samą okoliczność są smaczniejsze. Bo są nasze. Szczęśliwego Dnia Niepodległości!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz